sobota, 14 czerwca 2014
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Rozdział 2
**Oczami Jessie**
Siedzę w pokoju i nudzę się.Po godzinie,wstałam z łóżka, bo usłyszałam krzyk mojej "cioci".
-Rose w tej chwili na dół!-ciekawe o co chodzi?
Powinnam zejść na dół? A może lepiej zostanę?Po krótkim namyśle,postanowiłam zostać w moim pokoju.Wspominałam już,że był piękny?Łóżko stało koło brązowej szafki nocnej,padało na nie światło księżyca,które wdzierało się do sypialni.Naprzeciwko łóżka wisiał wielki telewizor,a pod nim stała długa komoda.Cały pokój ogólnie był jasny tylko,podłoga była czarna,pasowało mi to.Nagle usłyszałam część kłótni.
-Bo wy mi nigdy nie pozwalacie wychodzić!-to był krzyk Rose.
-Jesteś w niebezpieczeństwie nie rozumiesz tego? -tym razem,to był męski krzyk jak mniemam "wujka".
-Nie!-słychać było kroki na schodach.Wyszłam z mojego przytulnego pokoiku i udałam się do Rose.Kiedy stałam przed jej drzwiami,wahałam się zapukać.W końcu wykonałam ruch.
-Nie chce was widzieć!
-Emm...to tylko ja....Jessie.
-Wejdź-usłyszałam jej cieniutki głos.Wydaje mi się że płacze.Kiedy weszłam do jej pokoju ujrzałam Rose PŁACZĄCĄ na łóżku.Było mi jej żal wiedziałam,że jej rodzice są surowi,ale żeby zabronić dziecku wychodzić?
-Rose-szepnęłam-Wszystko w porządku?
-Tak-odpowiedziała wycierając łzy
-Właśnie widzę-martwiłam się o nią,tylko dla niej żyłam przecież nie mam nikogo.Przytuliłam ją,a ona odwzajemniła gest wtulając się we mnie.
-Nienawidzę ich-łzy popłynęły z jej oczu,a przy okazji moczyły moją i tak już przesiąkniętą koszulkę.
-Rozumiem cię,ale nie mów tak,bo kiedy ich stracisz to tego pożałujesz-wybuchła płaczem.
-Wiesz,kiedy byłam nie dawno na dworze zaczepił mnie chłopak jego przezwisko to "Psychotic".Powiedział,że się jeszcze spotkamy.Wspomniał także o tobie.Na ostatnie słowo serce stanęło mi w gardle.Skąd on o mnie wie?Kim jest?Znam go?
-Nie przejmuj się przy mnie jesteś bezpieczna.Pamiętasz może co o mnie mówił?-zapytałam próbując ukryć moje narastające z każdą sekundą przerażenie.
-Powiedział,że "Zna osobę przez którą trafiłaś d...do...do Psychiatryka"-Boże boję się. Jeżeli ten cały "Psychotic"zrobi coś Rose i mi?Po godzinie moja kuzynka zasnęła,więc przykryłam ją kołdrą i zgasiłam się palącą lampkę.Przemierzyłam korytarz,a potem weszłam do mojej sypialni.Postanowiłam się umyć,więc wzięłam ze sobą tylko czystą bieliznę.Weszłam do łazienki,rozebrałam się i wlazłam do wanny.Napuściłam wody,a potem umyłam się porządnie.Wyszłam z łazienki w samej bieliźnie.Otworzyłam walizkę i wyjęłam z niej PIŻAMĘ.Założyłam ją na siebie,a chwile potem dostałam wiadomość.Odblokowałam mojego I Phone i ujrzałam TO.Szybkim krokiem podeszłam do okna,gdzie zobaczyłam chłopaka z blond czupryną wsiadającego do czarnego BMW.Tylko tyle zdołało mi się zobaczyć.Na sms'a nie odpisałam.Po dwóch godzinach rozmyśleń o tajemniczym chłopaku,udało mi się zasnąć.

Siedzę w pokoju i nudzę się.Po godzinie,wstałam z łóżka, bo usłyszałam krzyk mojej "cioci".
-Rose w tej chwili na dół!-ciekawe o co chodzi?
Powinnam zejść na dół? A może lepiej zostanę?Po krótkim namyśle,postanowiłam zostać w moim pokoju.Wspominałam już,że był piękny?Łóżko stało koło brązowej szafki nocnej,padało na nie światło księżyca,które wdzierało się do sypialni.Naprzeciwko łóżka wisiał wielki telewizor,a pod nim stała długa komoda.Cały pokój ogólnie był jasny tylko,podłoga była czarna,pasowało mi to.Nagle usłyszałam część kłótni.
-Bo wy mi nigdy nie pozwalacie wychodzić!-to był krzyk Rose.
-Jesteś w niebezpieczeństwie nie rozumiesz tego? -tym razem,to był męski krzyk jak mniemam "wujka".
-Nie!-słychać było kroki na schodach.Wyszłam z mojego przytulnego pokoiku i udałam się do Rose.Kiedy stałam przed jej drzwiami,wahałam się zapukać.W końcu wykonałam ruch.
-Nie chce was widzieć!
-Emm...to tylko ja....Jessie.
-Wejdź-usłyszałam jej cieniutki głos.Wydaje mi się że płacze.Kiedy weszłam do jej pokoju ujrzałam Rose PŁACZĄCĄ na łóżku.Było mi jej żal wiedziałam,że jej rodzice są surowi,ale żeby zabronić dziecku wychodzić?
-Rose-szepnęłam-Wszystko w porządku?
-Tak-odpowiedziała wycierając łzy
-Właśnie widzę-martwiłam się o nią,tylko dla niej żyłam przecież nie mam nikogo.Przytuliłam ją,a ona odwzajemniła gest wtulając się we mnie.
-Nienawidzę ich-łzy popłynęły z jej oczu,a przy okazji moczyły moją i tak już przesiąkniętą koszulkę.
-Rozumiem cię,ale nie mów tak,bo kiedy ich stracisz to tego pożałujesz-wybuchła płaczem.
-Wiesz,kiedy byłam nie dawno na dworze zaczepił mnie chłopak jego przezwisko to "Psychotic".Powiedział,że się jeszcze spotkamy.Wspomniał także o tobie.Na ostatnie słowo serce stanęło mi w gardle.Skąd on o mnie wie?Kim jest?Znam go?
-Nie przejmuj się przy mnie jesteś bezpieczna.Pamiętasz może co o mnie mówił?-zapytałam próbując ukryć moje narastające z każdą sekundą przerażenie.
-Powiedział,że "Zna osobę przez którą trafiłaś d...do...do Psychiatryka"-Boże boję się. Jeżeli ten cały "Psychotic"zrobi coś Rose i mi?Po godzinie moja kuzynka zasnęła,więc przykryłam ją kołdrą i zgasiłam się palącą lampkę.Przemierzyłam korytarz,a potem weszłam do mojej sypialni.Postanowiłam się umyć,więc wzięłam ze sobą tylko czystą bieliznę.Weszłam do łazienki,rozebrałam się i wlazłam do wanny.Napuściłam wody,a potem umyłam się porządnie.Wyszłam z łazienki w samej bieliźnie.Otworzyłam walizkę i wyjęłam z niej PIŻAMĘ.Założyłam ją na siebie,a chwile potem dostałam wiadomość.Odblokowałam mojego I Phone i ujrzałam TO.Szybkim krokiem podeszłam do okna,gdzie zobaczyłam chłopaka z blond czupryną wsiadającego do czarnego BMW.Tylko tyle zdołało mi się zobaczyć.Na sms'a nie odpisałam.Po dwóch godzinach rozmyśleń o tajemniczym chłopaku,udało mi się zasnąć.
niedziela, 8 czerwca 2014
Rozdział 1
Matko,co ja mam teraz zrobić?Człowiek,który tutaj był zostawił znak na moim biurku.Mam powiedzieć o tym rodzicom?Lepiej tak.Zeszłam na dół i zobaczyłam Taxi,która stanęła pod naszym domem.Wysiadła z niej blondynka,która miała ze sobą dużą walizkę.To chyba Jessie!A co jeśli ona też jest w niebezpieczeństwie?!Przecież ktoś,kto kłóci się z moimi rodzicami,nie może być dobry.Mój tata kiedyś pracował w policji,a mama była kasjerką.Poznali się w kawiarni,gdy moja rodzicielka miała przerwę w pracy.To była miłość od pierwszego wejrzenia.Potem zaczęły się randki,kwiaty,ślub i dziecko,czyli ja.Rodzice mówili,że Jessie boi się chłopaków i była w Psychiatryku.Podeszłam do blondynki i przytuliłam się.
-Hej,jestem Rose-uśmiechnęłam się do niej ciepło.
-Jessie-także odpowiedziała mi uśmiechem.
-Rose,wracaj do domu-krzyknęła moja mama.
-Już idę.Chodź pokażę ci twój pokój-wzięłam jej walizkę i poszłam na górę.
Dziewczyna szła za mną i podziwiała mój dom.Tak jej zazdroszczę tego,że może wychodzić na miasto.Ja muszę siedzieć w tej dziurze,ale dziś wyjdę moim przejściem.Otworzyłam drzwi od jej pokoju,stanęła z otwartymi oczami.
-No to jesteśmy.Jak ci się podoba?Ja urządzałam.
-Jest cudowny,dziękuję.
-Nie ma sprawy.Czuj się jak u siebie w domu-uśmiechnęłam się,a dziewczyna posmutniała.
-Czy coś się stało?
-Nie,nic.Naprawdę.
-Ok,wierzę ci.To do zobaczenia na kolacji-zamknęłam jej drzwi,niech nacieszy się samotnością.
Mam teraz misję do spełnienia,a mianowicie muszę pogadać z rodzicami.Zapukałam do drzwi ich pokoju,otworzył mi tata.Weszłam do środka i zauważyłam,że nie są w dobrych humorach,to chyba wina tego kogoś.
-Co się stało,córciu?-powiedziała mama.
-Bo ja w pokoju znalazłam,ten znak.O co chodzi?
-Kurwa,Psychotic.Znalazł ją-odpowiedział tata.
-Co się stało?
-Nic,Rose.Tylko nie wolno wychodzić ci z domu.
-To oczywiste,ale dlaczego?
-Bo tak,musimy pogadać z mamą.Proszę,wyjdź.
-Dobrze,tato.To Pa-wyszłam z pokoju.
Dlaczego oni mi nic nie mówią.Wiem,że chcą mnie chronić no,ale bez przesady.Jestem już dorosła,nie mam 5 lat,ale dla nich zawszę będę małą dziewczynką.Gdy tak się zastanawiałam,usłyszałam dzwonek na kolację.Zjem i stąd ucieknę,bo mam dość.Oczywiście,wrócę tu później.Zeszłam na dół i usiadłam przy stole.
-Witam,wszystkich.Jak zawsze pomodlimy się i zaczniemy jeść-zaczęliśmy odmawiać modlitwę,a potem zaczęliśmy jeść.
Po skończonym posiłku,sprzątaczki zabrały brudne naczynia i wszyscy rozeszli się do pokoi,ale nie ja.Wyszłam po cichu do ogrodu,gdzie otworzyłam moje tajne przejście.Wyszłam na dwór i zaczęłam skakać z radości.Szybkim krokiem poszłam na łąkę,bo chyba tak na to mówią.Położyłam się obok kwiatów,jak tu cudownie.Nigdy,nie czułam się tak jak teraz.Wstałam i nazbierałam sobie kwiatów,chce upleść sobie wianek.Moja była opiekunka mnie tego uczyła,mam nadzieję,że mi się uda.Po kilku próbach zrobiłam wianek i założyłam go sobie na głowę.Nawet do twarzy mi w nim.Muszę już chyba wracać,jaka szkoda.Gdy wstałam zobaczyłam,że ktoś idzie w moją stronę.To jakiś chłopak.
-Witaj,Rose-powiedział do mnie i pocałował mnie w rękę,którą pośpiesznie zabrałam.
-Kim jesteś?
-Twoi rodzice ci o mnie nie opowiadali.
-Psychotic,to ty?
-Tak,ale wolę jak takie piękne kobiety,mówią do mnie Zayn.
-Będę mówić,jak chce.
-Jesteś strasznie pyskata,ale ja lubię takie-złapał mnie za brodę.
-Puść!
-Przekaż rodzicom,że mi się podobasz i nie długo wrócę.
-Odwal się!
-Też mi się podobasz,słońce.Taka słodka-złapał mnie w talii i pocałował,odepchnęłam go.
-Zostaw mnie,Psychotic.
-Jeszcze będziesz mnie o to błagać,Rose.Taka piękna.
-Odejdź,nie chce cię znać.
-Nie długo się zobaczymy,kotek.Żegnaj,Rose.
-Pa,do nie zobaczenia.
-Słodko się złościsz,a pozdrów kuzyneczkę.Jessie,jak dobrze pamiętam.Biedaczka,skończyła w Psychiatryku.
-Zostaw ją,ona jest po przejściach!
-Wiesz,że znam osobę przez,którą się tam znalazła.
-Ty dupku!-krzyknęłam i zaczęłam iść w stronę,tajnego przejścia.
-Przyjdę po ciebie,Rose-to były ostatnie słowa,które od niego usłyszałam,bo potem byłam już w domu.
Nie wiem,czy mam powiedzieć rodzicom?Może lepiej nie.Położę się spać,może zapomnę o nim.Weszłam na górę i położyłam się do łóżka.Nagle usłyszałam krzyk mamy.
-Rose,w tej chwili na dół!-o matko,oni chyba już wiedzą...
-Hej,jestem Rose-uśmiechnęłam się do niej ciepło.
-Jessie-także odpowiedziała mi uśmiechem.
-Rose,wracaj do domu-krzyknęła moja mama.
-Już idę.Chodź pokażę ci twój pokój-wzięłam jej walizkę i poszłam na górę.
Dziewczyna szła za mną i podziwiała mój dom.Tak jej zazdroszczę tego,że może wychodzić na miasto.Ja muszę siedzieć w tej dziurze,ale dziś wyjdę moim przejściem.Otworzyłam drzwi od jej pokoju,stanęła z otwartymi oczami.
-No to jesteśmy.Jak ci się podoba?Ja urządzałam.
-Jest cudowny,dziękuję.
-Nie ma sprawy.Czuj się jak u siebie w domu-uśmiechnęłam się,a dziewczyna posmutniała.
-Czy coś się stało?
-Nie,nic.Naprawdę.
-Ok,wierzę ci.To do zobaczenia na kolacji-zamknęłam jej drzwi,niech nacieszy się samotnością.
Mam teraz misję do spełnienia,a mianowicie muszę pogadać z rodzicami.Zapukałam do drzwi ich pokoju,otworzył mi tata.Weszłam do środka i zauważyłam,że nie są w dobrych humorach,to chyba wina tego kogoś.
-Co się stało,córciu?-powiedziała mama.
-Bo ja w pokoju znalazłam,ten znak.O co chodzi?
-Kurwa,Psychotic.Znalazł ją-odpowiedział tata.
-Co się stało?
-Nic,Rose.Tylko nie wolno wychodzić ci z domu.
-To oczywiste,ale dlaczego?
-Bo tak,musimy pogadać z mamą.Proszę,wyjdź.
-Dobrze,tato.To Pa-wyszłam z pokoju.
Dlaczego oni mi nic nie mówią.Wiem,że chcą mnie chronić no,ale bez przesady.Jestem już dorosła,nie mam 5 lat,ale dla nich zawszę będę małą dziewczynką.Gdy tak się zastanawiałam,usłyszałam dzwonek na kolację.Zjem i stąd ucieknę,bo mam dość.Oczywiście,wrócę tu później.Zeszłam na dół i usiadłam przy stole.
-Witam,wszystkich.Jak zawsze pomodlimy się i zaczniemy jeść-zaczęliśmy odmawiać modlitwę,a potem zaczęliśmy jeść.
Po skończonym posiłku,sprzątaczki zabrały brudne naczynia i wszyscy rozeszli się do pokoi,ale nie ja.Wyszłam po cichu do ogrodu,gdzie otworzyłam moje tajne przejście.Wyszłam na dwór i zaczęłam skakać z radości.Szybkim krokiem poszłam na łąkę,bo chyba tak na to mówią.Położyłam się obok kwiatów,jak tu cudownie.Nigdy,nie czułam się tak jak teraz.Wstałam i nazbierałam sobie kwiatów,chce upleść sobie wianek.Moja była opiekunka mnie tego uczyła,mam nadzieję,że mi się uda.Po kilku próbach zrobiłam wianek i założyłam go sobie na głowę.Nawet do twarzy mi w nim.Muszę już chyba wracać,jaka szkoda.Gdy wstałam zobaczyłam,że ktoś idzie w moją stronę.To jakiś chłopak.
-Witaj,Rose-powiedział do mnie i pocałował mnie w rękę,którą pośpiesznie zabrałam.
-Kim jesteś?
-Twoi rodzice ci o mnie nie opowiadali.
-Psychotic,to ty?
-Tak,ale wolę jak takie piękne kobiety,mówią do mnie Zayn.
-Będę mówić,jak chce.
-Jesteś strasznie pyskata,ale ja lubię takie-złapał mnie za brodę.
-Puść!
-Przekaż rodzicom,że mi się podobasz i nie długo wrócę.
-Odwal się!
-Też mi się podobasz,słońce.Taka słodka-złapał mnie w talii i pocałował,odepchnęłam go.
-Zostaw mnie,Psychotic.
-Jeszcze będziesz mnie o to błagać,Rose.Taka piękna.
-Odejdź,nie chce cię znać.
-Nie długo się zobaczymy,kotek.Żegnaj,Rose.
-Pa,do nie zobaczenia.
-Słodko się złościsz,a pozdrów kuzyneczkę.Jessie,jak dobrze pamiętam.Biedaczka,skończyła w Psychiatryku.
-Zostaw ją,ona jest po przejściach!
-Wiesz,że znam osobę przez,którą się tam znalazła.
-Ty dupku!-krzyknęłam i zaczęłam iść w stronę,tajnego przejścia.
-Przyjdę po ciebie,Rose-to były ostatnie słowa,które od niego usłyszałam,bo potem byłam już w domu.
Nie wiem,czy mam powiedzieć rodzicom?Może lepiej nie.Położę się spać,może zapomnę o nim.Weszłam na górę i położyłam się do łóżka.Nagle usłyszałam krzyk mamy.
-Rose,w tej chwili na dół!-o matko,oni chyba już wiedzą...
Prolog Rose :*
Hej,jestem Rose.Moim rodzice od dziecka nie pozwalają mi,widywać się z rówieśnikami.Chyba mają jakąś tajemnicę,ale nie wiem jaką.Nawet uczyć muszę się w domu.Kiedy wychodzę,to tylko na podwórko.Jedynym moim przyjacielem jest Harry.On jest komendantem policji,dlatego u nas bywa często.Jego ojciec był najlepszym przyjacielem mojego taty.Ciągle nie wiem,po co nam policja.Ale powiem wam mój sekret,gdy wychodzę do ogrodu,mam moje tajne przejście do miasta.Moi rodzice powiedzieli mi,że przyjeżdża do mnie,kuzynka.Oby była fajna.Lecz pewnego dnia,gdy myślałam,że nie ma nikogo w domu,wyszłam na dwór i uciekłam przez tajne przejście.Wszystko było cudowne.Kwiaty,ludzie,dzieci,tyle kolorów.Mogłam wszystkiego dotknąć,powąchać i zobaczyć.Nie chciałam wracać do domu,ale już było późno.Gdy weszłam do ogrodu,zobaczyłam,że moi rodzice się z kimś kłócą.Nawet nie mogłam zobaczyć,kto to.Weszłam do domu,ale tam już nikogo nie było.Gdy weszłam do mojego pokoju,znalazłam kartkę z tym znakiem.Matko,o co chodzi?
Prolog Jessie :D
Tak...nowe życie,ale czy lepsze? Nie wiem liczę na to,że będę szczęśliwa,żebym mogła zapomnieć.Nie pamiętać o wszystkich złych rzeczach które mi się przytrafiły.
-Panno Black proszę zejść natychmiast na dół-krzyknęła pani Mcgonagall.
-Już schodzę.Ehh.... nienawidzę tej baby zawsze coś do mnie ma-zwlekłam moje ciało z nie wygodnego tapczana i ostatni raz rozejrzałam się po moim pokoju,byłym pokoju.Przeprowadziłam się do mojej kuzynki,którą bardzo kocham.Chciałabym znaleźć się w czasach dzieciństwa,zero zmartwień,zabawy i gry z rodzicami.Teraz mogę tylko pomarzyć o takich rzeczach.Nigdy nie zostanę pocieszona w trudnych chwilach przez mamę,nie dostanę ochrzanu przez tatę,co często mi się zdarzało.Zabrałam walizki i pędem zeszłam na dół,gdzie czekała już na mnie ta małpa.
-No nareszcie,ileż to jeszcze można czekać?-zapytała z wyrzutem
-Tyle ile mi się podoba-powiedziałam z sarkazmem i obdarzyłam ją ostatnim spojrzeniem,zanim wyszłam z Psychiatryka.Czekała już na mnie taksówka.Zobaczyłam w niej faceta.Dasz radę Jessy,jesteś silna pamiętasz?O nie,nie jestem taka Jezu,co ja zrobię?
Szybkim krokiem cofnęłam się i wróciłam do budynku.
-To facet-Powiedziałam przez zaciśnięte zęby do Mcgonagall.
-Czy ma panienka z tym jakiś problem?-zapytała z rozbawieniem.
-Tak.Zaraz wybuchnę!
-Ach....Jessy nie możesz się ciągle bać.
-Nie zabronisz mi,a po za tym wiesz,że nie pojadę tą taksówką,więc zostanę tutaj-wyszczerzyłam się do niej,a ona tylko westchnęła.
-Poczekaj tutaj-po 15 minutach przyjechała nowa taksówka,tym razem siedziała w niej kobieta.Weszłam do niej i podałam adres.
Po czterech godzinach byłam na miejscu to,co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania.
-Panno Black proszę zejść natychmiast na dół-krzyknęła pani Mcgonagall.
-Już schodzę.Ehh.... nienawidzę tej baby zawsze coś do mnie ma-zwlekłam moje ciało z nie wygodnego tapczana i ostatni raz rozejrzałam się po moim pokoju,byłym pokoju.Przeprowadziłam się do mojej kuzynki,którą bardzo kocham.Chciałabym znaleźć się w czasach dzieciństwa,zero zmartwień,zabawy i gry z rodzicami.Teraz mogę tylko pomarzyć o takich rzeczach.Nigdy nie zostanę pocieszona w trudnych chwilach przez mamę,nie dostanę ochrzanu przez tatę,co często mi się zdarzało.Zabrałam walizki i pędem zeszłam na dół,gdzie czekała już na mnie ta małpa.
-No nareszcie,ileż to jeszcze można czekać?-zapytała z wyrzutem
-Tyle ile mi się podoba-powiedziałam z sarkazmem i obdarzyłam ją ostatnim spojrzeniem,zanim wyszłam z Psychiatryka.Czekała już na mnie taksówka.Zobaczyłam w niej faceta.Dasz radę Jessy,jesteś silna pamiętasz?O nie,nie jestem taka Jezu,co ja zrobię?
Szybkim krokiem cofnęłam się i wróciłam do budynku.
-To facet-Powiedziałam przez zaciśnięte zęby do Mcgonagall.
-Czy ma panienka z tym jakiś problem?-zapytała z rozbawieniem.
-Tak.Zaraz wybuchnę!
-Ach....Jessy nie możesz się ciągle bać.
-Nie zabronisz mi,a po za tym wiesz,że nie pojadę tą taksówką,więc zostanę tutaj-wyszczerzyłam się do niej,a ona tylko westchnęła.
-Poczekaj tutaj-po 15 minutach przyjechała nowa taksówka,tym razem siedziała w niej kobieta.Weszłam do niej i podałam adres.
Po czterech godzinach byłam na miejscu to,co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

